piątek, 20 lutego 2015

Nowa kolia

Popełniłam nową kolię. I postaram się na przyszłość pamiętać o tym, żeby nie kombinować i nie układać dwóch wzorków co drugi segment, dodatkowo jeden z nich urozmaicając kryształkiem, bo przy moim roztargnieniu się to kończy mnóstwem prucia.

Na ekspozytorze:


 Na żywym ekspozytorze:


Zbliżenie na szczegóły wzoru:



Ponieważ naszyjnik formą i kolorystyką kojarzy mi się trochę z Egiptem, zgłaszam go do wyzwania Kreatywnego Kufra - Wyjątkowe kobiety: Kleopatra




środa, 11 lutego 2015

Bliźniaki

Koraliki Twins i Super Duo. Co za dziwny wynalazek, pomyślałam kiedy się pojawiły w sprzedaży. Następnie zrobiłam solidny zapas kilku kolorów, przyjrzałam im się dokładnie, stwierdziłam że ujdą i odłożyłam do pudełka, żeby dojrzały. Po odpowiednim czasie (jakieś trzy lata) odkurzyłam pudełko, wyjęłam je i uznałam że może jednak coś z nich zrobię.

Na pierwszy ogień poszły kolczyki dla siostry, w moich ulubionych metalicznych niebieskich mixach:

 Drugie wiekopomne dzieło - wisior. Z innym koralikowym wynalazkiem, żeby było bardziej drapieżnie. Wyszło tak fajnie, że aż chwilowo zapomniałam że właściwie nie noszę wisiorów i jakoś tak wpadł do mojej osobistej szkatułki:


Po wymyśleniu oplotu powstały jeszcze kolczyki. Dostała je w prezencie moja siostrzenica, aktualnie w fazie mrocznej nastoletniej:


Podobno się spodobały :)

I z zupełnie innej beczki: Martva Natura od jakiegoś czasu jest na  Facebooku. Założyłam tego bloga za namową koleżanki, która uznała że sama goła strona na Picasie jest 'mało społecznościowa'. Dotarło do mnie, że jak ma być społecznościowo, to na całego, bo kto czyta blogi jeśli może fanpejdże. Okazało się też, że jakoś trudniej się zmobilizować do aktualizowania bloga (co widać zresztą w częstotliwości wpisów).

środa, 23 lipca 2014

Kolia łowicka :)






Jakoś tak znów zaniedbałam bloga. Do powrotu zmobilizował mnie Kreatywny Kufer i jego wyzwanie tematyczne - Łowicz. Od razu miałam w głowie wizję konkretnego wzoru, tylko trzeba było dobrać kolory koralików. Zadanie wcale nie okazało się łatwe, naszyjnik wyplotłam ostatecznie z sześciu odcieni i nie wiem czy nie jest jednak zbyt kolorowy i nie ma barw bardziej indiańskich niż łowickich - z drugiej strony to luźna inspiracja, są paski, są kolory, a to dwie rzeczy z którymi folklor łowicki zawsze mi się kojarzył.







Za każdym razem jestem zdumiona, jak bardzo może się różnić dany wzór, w zależności od wykorzystanych materiałów. To trzecia odsłona tego naszyjnika, i za każdym razem wyglądał zupełnie inaczej. Dla przypomnienia poprzednie dwie wersje: 




Oczywiście już mam pomysły na kolejne wersje, ale pewnie poczekają trochę ;)


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Nadrabiam zaległości :)

Część przynajmniej. Znów trochę naszyjników, starszych i młodszych. Jakoś dziwnie się złożyło, że głównie w błękitach, to jeden z moich ukochanych kolorów, a koralikowe błękity srebrzone w środku są obłędne :)





wtorek, 9 kwietnia 2013

Kolie, ciąg dalszy

Znów zaniedbałam bloga, a że zrobiłam trochę nowych rzeczy i trochę nowych zdjęć - wrzucam. Dla odmiany w kolorze :)









wtorek, 17 lipca 2012

Kolie - potencjalnie ślubne ;)

Muszę przyznać, że od zawsze podziwiam osoby specjalizujące się w tworzeniu biżuterii ślubnej - mam mdłości, kiedy muszę dłuższy czas pracować w tej gamie barw :) Ale jakoś tak się złożyło, że zafiksowana na kolie wyjęłam z pudełka woreczki z białymi, kremowymi i beżowymi koralikami i z rozpędu machnęłam kilka, a co ;) Bez kontrastu, bardzo monochromatyczne, bo nawet nie próbowałam mieszać odcieni, niestety również bez żadnych bardziej ozdobnych elementów typu kryształki, bo nie spakowałam.







Z jednej strony wydają mi się mdłe i nudne (moja siostra: czegoś mi w nich brakuje... już wiem, koloru!), z drugiej mają taki koronkowy urok.

niedziela, 17 czerwca 2012

Rombowo znów :)


Prawdopodobnie powinnam zacząć tę notkę od 'dawno mnie tu nie było' albo coś takiego :) Tak się dość dziwnie i nagle złożyło, że siedzę we Francji od połowy marca. Pracuję w niezbyt często odwiedzanym zamku jako, jak to ładnie ujął mój kolega, cieć. A ponieważ mam do dyspozycji stolik i krzesło przy duuużym oknie od południa oraz zabrałam ze sobą ponad cztery kilogramy koralików, cóż, dłubię. Głównie kolie, ale przestałam umieć robić zdjęcia kolii, więc wstawię dziś mniejszość, czyli kolczyki. Wszystkie uplecione dla odmiany z koralików Toho, nie Preciosy, wszystkie wyjątkowo mało frędzlaste.






Wybaczcie jakoś zdjęć, nie wiem czy pokłócił się ze mną aparat, czy tutejsze światło. Także tło pozostawia trochę do życzenia, nie wpadłabym chyba w Polsce na zastosowanie białej foliowej reklamówki, ale dała całkiem znośny efekt, w porównaniu z podłogą. Beżowo-brązowa kolorystyka jest winą pewnych braków w zasobach - pakowałam się jak ostatnie cielę, i jeszcze kilkanaście godzin przed podróżą, i nie dość że spakowałam dość niewiele czarnych koralików, to jeszcze zapas czarnej nici też miałam niewielki :)
Mam nadzieję, że uda mi się niedługo pokazać naszyjniki, których wydłubałam niemal dwadzieścia - i mam nadzieję że przeskoczę dwudziestkę, mam na to jeszcze troszkę ponad dwa tygodnie :)
na razie - au revoir!